- Wiesz co Johan.. Tracę już do ciebie powoli cierpliwość - odparłem rozbawionym tonem i rozparłem się wygodniej na krześle.
Siedział naprzeciwko mnie ze spuszczoną głową i miętolił czapkę.
- Robię co się da - mruknął po chwili.
Uderzyłem pięścią w stół.
- Do cholery miałeś na to parę dni, a nie przeszło już 2 tygodnie!
- Jestem naprawdę blisko poruczniku..
Parsknąłem śmiechem.
- Mówisz tak już od jakiegoś czasu.
- Ale tym razem na...
- Słuchaj Johan - przerwałem mu - Masz jeszcze 3 dni. 3 dni i zawiśniesz na stryczku jeśli nie przyniesiesz żadnych pożytecznych informacji słyszysz?
Po chwili pokiwał głową i przełknął głośno ślinę.
- Ona cały czas o nią pyta..
- To znaczy kto o kogo?
- Rudnicka o tą.. Zofię ee... Nowacką tak Nowacką.
Zacisnąłem wargi.
- I co jej mówisz? - spytałem z wystudiowaną obojętnością.
- Że jest przesłuchiwana. Ale żyje.
- Poinformuj ją, że nie żyje - uciąłem.
Johan szerzej otwarł oczy.
- Ale poruczniku wtedy to już niczego się nie dowiemy..
- Hm.. No dobrze. Powiedz jej zatem, że Zofia zostanie wypuszczona na wolność, jeśli zdradzi parę informacji.
- SS- Oberstrumfuhrer Heydrich próbowałem wszystkich metod. Byłem naprawdę delikatny..
- W takim razie dzień dobroci się skończy, jeśli nie będzie nadal chciała współpracować - uciąłem - Kiedy się z nią widzisz?
- Dzisiaj poruczniku.
- Jeśli nadal nic nie powie postawisz jej ultimatum. Z tego co wiem żyje jeszcze z babcią prawda?
- Zgadza się. A więc szantaż emocjonalny..?
Uśmiechnąłem się lekko.
- Najlepsza sprawdzona metoda.
Gdy Johan wyszedł dokończyłem ostatnią papierkową robotę. Sprawdzałem listy gończe. Dzisiejsza akcja Polaków nie mogła im ujść na sucho. Strażnicy zajęli się już zamalowywaniem tych śmiesznych znaków i przyklejaniem od nowa obwieszczeń. Moment kiedy partyzanci mieli zasilić nasze więzienia był tylko kwestią czasu.
Albert wyszedł z budynku już 2-3 godziny temu jak doniósł mi Hanz. Czyli wszystko się musiało udać. Nie chciał się już dziś narażać na bezpośrednią konfrontację ze mną.
Jednej ze strażniczek poleciłem dać drugą porcję żywieniową bratu Zofii. Sam nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Wracałem do domu z dziwnym uczuciem w głowie.
Marta czekała na mnie z kolacją. Gdy wszedłem już otwierała usta by zasypać mnie gradem pytań, ale szybko uniosłem rękę do góry.
- Marto daj mi odetchnąć dopiero wróciłem. Zaraz się wszystkiego dowiesz.
Skinęła posłusznie głową i sama nie wiedząc co ze sobą zrobić, usiadła z powrotem na fotelu i zajęła się dalszym szyciem.
Gdy rozebrałem się z munduru i czapki, ubrałem swoją ulubioną czarną koszulę i przeczesałem dotąd idealnie przygładzone włosy odprężony zabrałem się do jedzenia. Marta nie zdołała ukryć spojrzeń pełnych niecierpliwości. Gdy z talerza zniknął ostatni kęs, sprzątnęła wszystko w mgnieniu oka i zasiadła przede mną.
- Niech pan mówi w końcu co jest grane z tą polską dziewczyną.
Gdyby była zwykłą gosposią podobne zachowania byłyby nie do przejścia i szybko zostałaby ukarana. Ale Marta cieszyła się specjalnym statusem - była daleką kuzyna ojca od dłuższego czasu skutecznie zastępowała mi matkę.
- Zofia na razie tu zostanie - uciąłem - Ale musi przybrać nową tożsamość. Jeśli sama nie wybierze sobie jakiegoś niemieckiego imienia, będzie miała Sophie/Sophia/ Sonia. Nad nazwiskiem jeszcze pomyślimy..
Marta patrzyła na mnie oczami wielkimi jak spodki.
- Ale przecież.. to więźniarka!
Zirytowany sięgnąłem po kieliszek wina.
- Wiem. Ale od dziś będzie kimś innym zrozumiano?
- Ale czy ona się na to zgadza? - szepnęła Marta po dłuższym czasie.
Odpaliłem papierosa i wzruszyłem ramionami.
- Wątpię, jest z całego serca patriotką. Ale myślę, że uda się ją z czasem zgermanizować. Nie ucieknie, bo wie, że mam w garści jej brata - parsknąłem.
Marta patrzyła na mnie w milczeniu. Widziałem w jej oczach co o mnie myślała. "Szaleniec" , "Wariat" a nawet "potwór". Ale było coś jeszcze.. troska? Tak, to chyba to.
- Będzie ją pan trzymał ciągle w domu?
- Na razie - mruknąłem zamyślony zaciągając się z lubością - Może z czasem nada się na wyjście do ludzi.
- Ale przecież rozpoznają ją! I za równo nasza strona jak i ich!
- Dlatego przeprowadzisz na niej metamorfozę. Uszyjesz nowe sukienki, przefarbujesz włosy, dasz jej inne kosmetyki.. no słowem załatwisz te wszystkie wasze kobiece sprawy - machnąłem ręką.
- A co jeśli się nie zgodzi ?
- Zgodzi się - uciąłem - Dla brata zrobi wszystko.
Marta zamilkła wyraźnie się nad czymś zastanawiając.
- Jednego nie rozumiem. Czemu pan dla niej tyle poświęca? Jest tyle młodych, pięknych niemieckich dam wyraźnie panem zainteresowanym.. Nawet ostatnio dzwoniła tu niejaka Rita.. Nie rozumiem tego. Może pan mieć z nią wyraźne problemy.
Uśmiechnąłem się pobłażliwie.
- Marto wybacz, ale nie musisz wszystkiego rozumieć. Zastosuj się do moich poleceń, a wszystko będzie dobrze. Jestem zmęczony, więc położę się już spać. Mam jutro masę pracy z samego rana. Na wszelki wypadek strażnik będzie w pobliżu, gdyby jej jednak coś strzeliło do głowy. Ale postaraj się z nią nawiązać przyjazne relacje. A o mnie wypowiadaj się per 'pan Bruno'. Zrozumiałaś wszystko?
- Oczywiście proszę pana. Dobrej nocy.
- Dobranoc Marto - rzuciłem i ruszyłem na górę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz