Bezradny przez moment nie wiedziałem co zrobić. Kręciłem się w kółko gorączkowo myśląc.
- A niech to szlag! - warknąłem i kopnąłem w kamień.
Uderzył on w właśnie przejeżdżający pospiesznie wózek z dzieckiem, pchanym przez starszą kobietę. Zgromiła mnie wzrokiem.
- Przepraszam panią najmocniej - zreflektowałem się szybko i podszedłem do niej - Czy nic się nie stało?
- Nam nic.. Ale uważaj młodzieńcze, żebyś przez takie zachowanie nie zwrócił na siebie uwagi - dodała i ruszyła dalej mrucząc coś o 'dzisiejszych czasach' i 'wychowaniu młodzieży'.
Przeczesałem sobie w nerwowym odruchu włosy. 'Zachowaj zimną krew' - pomyślałem i postanowiłem pójść szybko po Bronka i Michała i chcąc nie chcąc wtajemniczyć ich w nasz plan. Restauracji w tym mieście było od groma - a tych dla Niemców szczególnie dużo. Gdybym miał tak przeszukiwać każdą to do północy bym się nie wyrobił.
Gdy wpadłem do mieszkania Michała, jego mama uśmiechnęła się na mój widok z kuchni robiąc kolacje.
- Dobry wieczór - przywitałem się.
- Januś jak dawno cię u nas nie było!
- Taak.. Aż trzy dni - roześmiałem się.
- Siadaj, na pewno jesteś głodny - uśmiechnęła się.
- Szczerze mówiąc trochę mi się spieszy i wpadłem tylko po Michała.
Jej mina lekko zmarkotniała.
- O tej porze? Zaraz będzie godzina policyjna..
W tej samej chwili wyszedł zaspany Misiek z pokoju w samych bokserkach. Ziewnął przeciągle i zasiadł za stołem.
- Robiłem te wszystkie papierkowe bzdury od Kwapisza i rozszyfrowywanie grypsów i nagle mi się tak jakoś odjechało - parsknął śmiechem.
- Widzisz staruszku nawet już drzemki musisz sobie ucinać - docinałem mu.
- Dobra dobra. Mów lepiej co się stało. Wyglądasz jakby sam diabeł cię goni.
Zerknąłem przelotnie na jego matkę, czujnie wszystkiego słuchającą. Misiek zrozumiał natychmiast.
- A dobra.. To chodź do mnie. Ubiorę się szybko i pójdziemy.
- Chłopcy.. Michał... - zaczęła łagodnie jego mama, ale zignorował mnie i pociągnął mnie za sobą do pokoju. Posłałem jej przepraszające spojrzenie.
- Mów szybko co jest - rzucił już w środku i zaczął ubierać spodnie.
- Nie mam czasu na rozciągłe tłumaczenia. Sprawa wygląda tak, że od paru dni realizujemy z Izą ten plan, który Kwapisz z miejsca odrzucił.
- Z tym uwodzeniem Niemca? - spytał zaskoczony.
- Tak właśnie. Miałem na nią oko przy każdym spotkaniu, ale dziś zabrał ją samochodem do jakieś restauracji. Nie wiem do jakiej i..
- Przyszedłeś mnie poprosić żebym ci pomógł jej poszukać - zauważył celnie - Dobra. Idziemy po Bronka?
- Tak - odparłem i przyjrzałem mu się z uznaniem. Nie zadawał zbyt wielu pytań - szybko się ubrał, zabrał pistolet i byliśmy już w drodze.
- Misiu tylko wróć za chwilkę! - usłyszeliśmy jeszcze jego mamę na schodach, a on przewrócił oczami.
Bronek nawet nie był zaskoczony i zadawał jeszcze mniej pytań. Rzucił tylko 'wiedziałem, że coś knujecie od początku', ale ruszyliśmy od razu.
Na ulicy rozdzieliliśmy się się na poszczególnie ulicę i umówiliśmy się za godzinę na Sławkowskiej, gdzie było najwięcej restauracji dla Szkopów. Ryzyko było i to duże, ale musiałem się upewnić, że jest cała i zdrowa.
Po sprawdzeniu paru restauracji czułem się coraz gorzej. Przeszedłem na Miodowej - bez większej nadziei, że w jedynej resteuracyjce na tej ulicy będzie Iza z tym szwabem. I nie pomyliłem się.
Po obejściu wszystkich ulic, ruszyłem w stronę Sławkowskiej, bo dochodziła już umówiona godzina. Bronek i Michał już czekali. Pomachali do mnie stojąc w cieniu.
Gdy podszedłem Misiek od razu wskazał mi jedną z szklanych szyb.
- Popatrz czy to nie jest czasem ona?
Zerknąłem w wskazanym przez niego kierunku. Z początku odetchnąłem z ulgą, ale potem nagle ogarnęła mnie irytacja. Siedziała sobie w najlepsze zajadając jakąś drogą, szwabską potrawę i śmiejąc się do niego. Oczy jej błyszczały jakby co najmniej naprawdę jej się podobał. Czarę goryczy przelał widok wkładanej przez nią do jego ust truskawki.
Nie wyglądała jakby robiła to bo 'musiała'.
Wyglądała jakby naprawdę świetnie się bawiła w jego towarzystwie.
Bronek i Michał się nie odzywali, tylko czujnie obserwowali moją twarz. Byli w takich pozycjach, jakby co najmniej zaraz mieli nie powstrzymać, żebym tam nie wszedł i nie strzelił prosto między oczy temu szkopowi.
Owszem, ta myśl przeszła mi przez chwilę przez głowę, ale tylko odwróciłem się z obojętną miną i rzuciłem.
- Chodźmy. Izabella najwyraźniej świetnie się bawi i nie potrzebuje ochrony - wycedziłem, a przyjaciele wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia.
Nie miałem już ochoty, na szlajanie się po mieście i rozmowy. Pożegnałem się z nimi pospiesznie i wróciłem do domu dziękując za pomoc.
Następnego dnia obudził mnie czyiś lament. Zdezorientowany podniosłem się na łóżku i nasłuchiwałem w skupieniu.
- Mamo ale ja naprawdę nie chciałam.. - ryczała moja siostra.
- Nie przejmuj się skarbie. Nie mogłaś nic zrobić. Dobrze, że ty jesteś cała.
- Ale J-Janek mnie z-zabije...
Jednym ruchem zerwałem się z łóżka i stanąłem w drzwiach.
- Co się stało?
Mama z Różą zamarły. Nagle zauważyłem w ręce tej ostatniej czapeczkę Adasia.
Od razu wszystko zrozumiałem.
- Nie.. - jęknąłem.
- Janek przepraszam cię to moja wina - siostra upadła na kolana przede mną łapiąc mnie za rękę - Prosił mnie tak strasznie, żebym poszła z nim na dwór pograć w tą piłkę, bo ty spałeś.. Nie chcieliśmy cię budzić, a on tak strasznie prosił.. Piłka wypadła na ulicę, a on pobiegł po nią. I wtedy właśnie była łapanka.. Jakiś mężczyzna pociągnął mnie w krzaki i nie pozwolił pobiec za Adasiem. Janek ja nie chciałam naprawdę..
- Miał dokumenty? - spytałem matowym głosem.
- Miał - jęknęła - Janek...
Minąłem ją bez słowa, ubrałem się pospiesznie i wyszedłem na dwór.
Wiedziałem, że do Izy dziś nie pójdę.
Wiedziałem, że spędzę cały dzień na poszukiwaniach i odwiedzaniu przeróżnych ludzi.
I wiedziałem też że - prawdopodobnie nic to nie da.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz