poniedziałek, 13 lutego 2017

Od Janka

- To moja wina - powiedziałem cicho - moja! - powtórzyłem głośniej i wściekły kopnąłem kamień.
Hania, Michał i Bronek od parunastu minut próbowali mnie namówić, żebym wrócił do domu.
Bezskutecznie.
- Janek nie cofniesz czasu... - zaczęła Hania, a Misiek wtrącił sarkastycznie.
-  Bardzo mu pomożesz takimi tekstami.
- Nie potrzebuje pomocy - odwróciłem się poirytowany - Ja nie potrafiłem pomóc gdy sytuacja tego wymagała.
- Ja myślę, że te ostatnie wydarzenia to po prostu przykry zbieg okoliczności..
- Tak, aresztowanie Zośki, wywiezienie jej brata a na koniec Izy - przykry zbieg okoliczności!
- Janek nie pomożesz im w ten sposób - powiedziała delikatnie Hania, której na twarzy po wymówieniu przeze mnie tego ostatniego imienia, pojawił się dziwny grymas.
- To jak pomogę? Pytam się jak do cholery?
- Na pewno nie użalaniem się nad sobą - mruknął Bronek - Jeśli przewiozą ją na Pawiak istnieje spora szansa, że ją odbijemy.
- Tak jak z Zośką i jej bratem? - parsknąłem śmiechem.
- Słuchaj stary - wtrącił się Michał - Choćbyśmy się mieli podkopywać pod gestapo albo Pawiak to obiecuje ci że wyciągniemy ich wszystkich stamtąd. A teraz weź się w garść. Czeka na ciebie rodzina w domu, a jutro akcja. Musisz się wyspać.
I mimo że niechętnie zgodziłem się z nimi wrócić, mimo że zostałem odprowadzony prawie pod same drzwi i mimo że było już grubo po godzinie policyjnej - automatycznie zawróciłem i szwendałem się do późna po uliczkach. Stanąłem pod murem nowo zbudowanego getta zastanawiając się czy Iza już tam jest? Czy jeszcze w ogóle żyje ? Czy to się w ogóle czuje kiedy bliska ci osoba tak po prostu odchodzi z tego świata?
Zrezygnowany zawróciłem i ruszyłem w stronę mostu mając przy każdym kroku jej obraz w głowie.

Następnego dnia stałem na odprawie obok Kwapisza ilustrując wzrokiem swój oddział.
Znalezione obrazy dla zapytania kamienie na szaniec gif
- Instrukcje są jasne? Żadnych dodatkowych morderstw jeśli nie będzie to konieczne. Liczba świadków musi być minimalna jak nie bliska zeru.  Po tym jak podporucznik Wojciechowski wykona wyrok na konfidencie wkraczacie kolejno do akcji jak było to ustalone. Na koniec - jeśli będzie to tylko możliwe - likwidujecie w s z y s t k i e ślady. Czy to jasne?
Po uzyskaniu twierdzącej odpowiedzi i przeprowadzeniu standardowych ceremoniałów byliśmy gotowi. Do godziny 17 mieliśmy się przebrać, ogarnąć ze wszystkim i stawić na miejscu zbiórki. Gdy rozstałem się z Miśkiem i Bronkiem i odbiłem w swoją tradycyjną trasę, ktoś mnie zaczepił.
- Janek, poczekaj!
Odwróciłem się i zobaczyłem Kamila z Kubą.
Ten pierwszy przedstawiał obraz nędzy i rozpaczy. Ten drugi był w nieco lepszym stanie.
Spojrzeli na mnie pytającym wzrokiem.
- No słucham - przerwałem w końcu ciszę.
- Jaki jest plan? - wyrwał się Kamil.
Zdezorientowany spojrzałem na nich.
- Jaki plan?
- No wiesz.. Myśleliśmy, że podjąłeś jakąś decyzję w sprawię no wiesz.. - przełknął ślinę - Odbicia Zosi i Izy.
Zapadła cisza.
- Jej babcia zorientowała się co się stało - szepnął Kuba - Jest w ciężkim stanie, a jej dni mogą być policzone..
- Mieliśmy nadzieję, że podjąłeś jakąś decyzję. Że masz jakiś pomysł - dodał Kamil.
Po dłuższej chwili odezwałem się wbijając martwe spojrzenie w ziemie.
- Słuchajcie chłopaki - zacząłem - Dobrze wiedzie, że gdybym mógł sam bym tam dotarł i je uwolnił. Ale znacie sytuacje i wiecie, że..
- Jest wojna i codziennie giną ludzie - powtórzył Kamil dobrze naśladując głos Kwapisza - Wiemy, ale..
- Rozkaz to rozkaz - uciąłem, a oni popatrzyli na mnie zaskoczeni.
- Ale Janek.. Przecież sam z Izą próbowaliście.. - zaczął Kamil, ale spiorunowałem go spojrzeniem.
- I nie wyszło nam to na dobre jak widzicie - odwróciłem się i rzuciłem jeszcze przez ramię - Temat uważam za zamknięty i dobrze wam radzę - nie próbujcie nic na własną rękę.
Zacisnąłem zęby i ruszyłem przed siebie.
- Myślałem, że jesteś inny! Że ci na niej zależy! Że nie zostawisz jej na pastwę losu! I jej i Zosi! - usłyszałem jeszcze po parunastu metrach głos Kamila, który towarzyszył mi prawie pod sam dom, a w środku miałem ochotę krzyczeć z bólu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz