Byłam załamana. Nie chciałam w to uwierzyć, że nie potrafiła tego zrozumieć. Michael w aucie objął mnie ramieniem a ja tylko szlochałam bez nadziei że kiedyś to się zmieni.
Mialam dość. Zabolało jakby ktoś wyrwał mi serce, przez moment nawzajem siebie zraniłyśmy.
-Miałeś rację. - szepnęłam. - Nie powinnam tam przychodzić. Ani się z nią widywać. Jedź jak najszybciej do domu. - zwróciłam się do kierowcy. - Chce stąd wyjechać jak najszybciej...
Michael nawet nie ukazał zadowolenia z przebiegu sytuacji. Doskonale wiedziałam, że się cieszy, że tak to się wszystko potoczyło. Ale i tak został mi tylko on... I brat.
Iza nie zrozumie tego, że robiłam to wszystko dla niej i dążyłam do doprowadzenia jej na wolność przy pomocy Michaela. Jednak rozumiałam, że inaczej po prostu nie mógł. Jeśli wszystko wyszło by na jaw, co zrobił i że uratował polke od śmierci a zydowce oszczędził o wiele więcej dni...
-Michael... Przed wyjazdem możesz załatwić... Żeby jej nikt tam nie dotykał...? - szepnęłam przez łzy.
-Już dość zrobiłem, Rose. Nie widzisz jak ona Cie potraktowała? Skopała to co dla niej wywalczyłaś...
-Ja nic nie wywalczyłam. Nie jest bezpieczna i się tak nie czuję. Proszę chociaż parę dni bez dotykania jej... Błagam...
-Dobrze. - westchnął. - Ale nie obiecuję.
Iza nie wie jaki on jest... Ze jest inny dla mnie i mimo że wydaje mi się czasem, że nie ma serca... To ja wiem ze je gdzieś tam ma... Ale jako szkop trudno mu jest nawet pokazać uczucia... Do czegokolwiek i kogokolwiek... Oni są inni niż Polacy. Ta wojna jest bez sensu, miałam pomagać w ruchu a jestem przeciwko nich... Może powinnam nic nie robić i po prostu się odsunąć na dobre?
Nie. Nie mogłam nawet przez chwilę myśleć o tym czy oni wszyscy żyją i jak sobie radzą. Nie umiem o nich zapomnieć i przestać się o nich martwić. Zrobiłbym wszystko by byli bezpieczni. Najbardziej Iza. Tak mi zależy, by nic jej się nie stało... Postanowiłam, że po powrocie sama zadbam o to, by wyszła stamtąd cało. Musiałam najpierw poruszyć ten temat z Michaelem... Ale to za jakiś czas... Po powrocie z Norwegii...
Nie wiem czemu Michael był dla mnie ważny. Od miesiąca zauważam to czego wcześniej nie widziałam. Nie był ważny dlatego, że oszczędził mnie u brata. Ale dlatego, że było w nim coś takiego czego nie umiałam nazwać a przed czym nie mogłam się oprzeć. Powoli zaczynałam widzieć moje rosnące uczucia do niego i po dzisiejszym bólu jaki zadała mi przyjaciółka miałam już dość opierania się. Jednak Michael musiał zrozumieć jedno... Ze mając mnie przy sobie nie mógł nawet mnie traktować jak niewolnicę. Nie wiem nawet kim dla niego jestem... Ale skoro dalej żyje to chyba muszę być ważna a z jakiegoś powodu mnie przy sobie trzyma...
wtorek, 28 lutego 2017
Od Rose
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz