sobota, 18 lutego 2017

Od Janka

Piłem od paru dni. Z początku w domu, ale siostrzyczka zorientowawszy się co się dzieje, doniosła rodzicom i próbowali mi zrobić pogadankę. W końcu nie dałem rady już znosić moralnych pogadanek ojca i lamentu matki, więc zrobiłem coś czego nie zrobiłem nigdy do tej pory - zwyczajnie uciekłem od problemów. Znalazłem sobie niezłą kryjówkę parę ulic dalej w małej piwniczce w której mogłem się zatrzymać dzięki dobrej gadce i przekupieniu dozorcy. Zawsze byłem silny i wytrzymały psychicznie na różne sytuacje, dlatego siedząc już 3 dzień na w pół złamanym łóżku czułem do siebie pogardę. Chciałem wziąć się w garść - ale nie umiałem. Nie miałem już co się oszukiwać i Zosia i jej brat i Iza - a podczas ostatniej akcji Grzesiek przez moją nieuwagę - zginęli z mojej winy.  Nie chciałem prowadzić dłużej poszukiwań, ani organizować samemu z siebie akcji odbicia - wszystko i tak kończyło się jedną wielką klapą. Kwapisz miał rację.
Dlatego postanowiłem zrezygnować z dowódca i zaszyć się w tej ciemnej piwnicy na długo.
A może akurat miałbym odrobinę szczęścia, żeby ją zbombardowali.
Parsknąłem śmiechem i wziąłem kolejny łyk, obserwując kota, który przekradł się przez szczelinę w drzwiach i teraz się do mnie łasił. Był - a raczej była - moją jedyną sąsiadką, ale nie miałem się co oszukiwać - przychodziła tu nie bynajmniej z sympatii, a z głodu.
- No co piękna - mruknąłem głaszcząc ją za uchem - Zjadłabyś coś nie?
Kotka wlepiła we mnie duże zielone oczy mrucząc jakby potakująco.
- To masz - odparłem wyciągając z plecaka konserwę i położyłem obok niej.
Zamroczony przez alkohol wybuchnąłem śmiechem.
- No co? Nie umiesz sobie otworzyć? No dobrze. Ja ci otworze - mruknąłem i pochyliłem się nad nią, ale tak niefortunnie że zachwiałem się i upadłem rozcinając sobie na czymś ramie. Nie zwróciłem najmniejszej uwagi na ból. Zmorzył mnie sen i nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
 Obudził mnie dziwny hałas. Otworzyłem oczy i zamrugałem parę razy zdezorientowany, bo wokół otaczały mnie grobowe ciemności. Przypomniawszy sobie gdzie jestem podźwignąłem się na łokciu i jęknąłem. Do rwącego bólu w ramieniu doszedł jeszcze ból głowy. Opadłbym z powrotem na podłogę, gdyby nie coraz natarczywsze pukanie do drzwi. Otrząsając się z alkoholowego otępienia, z wyćwiczonym przez lata refleksem poderwałem się bez zachwiania i z jednym ruchem wyjąłem pistolet ze skrytki i przyczaiłem się obok drzwi.
Podejrzewałem, że to dozorca, ale niczego nie mogłem wykluczyć.
- Kto tam? - spytałem mocnym głosem po dłuższej chwili.
- Ksiądz przyszedł po kolędzie - usłyszałem tak dobrze znany mi głos, a gdzieś dalej ciche parsknięcie śmiechem.
Zdezorientowany stałem przed dłuższą  chwilę nie wiedząc co zrobić.
- Długo mamy czekać? - odezwał się znowu - Wiesz, mały przeciąg jest..
Powoli otworzyłem drzwi i opuściłem pistolet wpatrując się zaskoczony w stojące naprzeciwko mnie osoby.
Zanim zdążyłem zareagować ktoś na mnie wpadł obejmując, oklepując, bijąc po głowie, rzucając słowa ulgi, wściekłości i rozbawienia. Po paru minutach gdy zapaliłem małą lampkę naftową ujrzałem przed sobą trzy twarze - Miśka, Bronka i Kamila.
- Jak mnie tu znaleźliście? - wykrztusiłem w końcu zwracając się do Bronka.
Z początku nie odpowiadał wpatrując się z zaciśniętymi ustami w stos pustych butelek po wódce i ogarniając spojrzeniem mój tymczasowy 'lokal'.
- Nie ty teraz będziesz zadawał pytania - burknął w końcu - Co ty sobie wyobrażasz do cholery?! - wybuchnął w końcu - Tyle lat cie znam i nigdy nie przypuszczałem, że odwalisz coś takiego. Zawsze miałeś najtwardszą dupę z nas wszystkich - jesteś naszym dowódcą, a tak sobie po prostu znikasz z dnia na dzień nic nikomu nie mówiąc i zaszywasz się się w jakieś dziurze staczając się jak alkoholik!
- Bronek - przerwał  Michał kładąc mu rękę na ramieniu i ukrywając rozbawienie - Uspokój się widzisz w jakim chłopak jest w stanie.
- Ta uspokój się - burknął. Nie łatwo go było wyprowadzić z równowagi, ale jeśli się zdenerwował - to było ciężko - A kto jeszcze parę godzin temu panikował, że Janek już pewnie leży trzy metry pod ziemią?!
Kamil który do tej pory niewiele się odzywał zerknął za siebie i mruknął.
- Pospieszmy się. Filip stoi na czatach, ale jest już po godzinie policyjnej..
- No właśnie - dodał szybko Michał patrząc na wciąż wściekłego Bronka - Janek zbieraj manatki i wynosimy się stąd.
Patrzyli na mnie w wyczekiwaniu jednak ja nie ruszyłem się. Zwiesiłem głowę, popatrzyłem na pistolet i mruknąłem po dłuższej chwili.
- Ja tu zostaję..
Zapadła cisza.
- Jak to 'zostajesz'? - wykrztusił w końcu Michał.
- No po prostu.. Nie mam po co z wami iść..
- Janek nie wygłupiaj się - Misiek złapał mnie za rękę - Wiemy, że ostatnio ci ciężko, ale przecież nie możesz tu zostać.
- Na nic wam się nie przydam - mruknąłem i zrezygnowany usiadłem na łóżku oglądając pistolet - Nic już nie da się zrobi..
- Chłopie o czym ty chrzanisz?! - wybuchnął Bronek, ale w słowo wszedł mu Kamil.
- Dobra. Zostawcie go tu. Niech siedzi i użala się dalej. W końcu Iza prowadzi takie cudowne życie w gettcie, co mu tam przecież.. - urwał i ruszył do drzwi.
Jego słowa dotarły do mnie z opóźnieniem.
- Iza..? - wykrztusiłem wyrwany jakby z amoku. Sam chyba nie wierzyłem w to co powiedział - Iza żyje? - powtórzyłem cicho.
On jednak zignorował mnie i ruszył dalej. Rozzłoszczony w mgnieniu oka znalazłem się przy nim i przyparłem go mocno do ściany. Przestraszony otworzył szerzej oczy.
- Nie ignoruj mnie - wysyczałem, nawet nie wiedząc że przykładam mu pistolet do policzka - Mów co z Izą.
On jednak nie odpowiadał wpatrując się we mnie dalej i wstrzymując oddech. Po dłuższej chwili ciszy wychwyciłem gdzieś z boku spojrzenie i odwróciłem się nie puszczając jednak dalej Kamila.
Widząc przerażone i zaszokowane spojrzenia Bronka i Michała uświadomiłem sobie co robię. Puściłem Kamila, który zaczynał być siny i rzuciłem pistolet na podłogę cofając się.
Usiadłem z powrotem na łóżku chwytając się za włosy.
- Boże, co się ze mną dzieje.. - wymamrotałem.
Michał najszybciej doszedł do siebie. Podszedł do mnie szybko i pochylił się.
- Posłuchaj stary Iza żyje, ale jest w gettcie. Zosia też żyje i to właśnie ona prawdopodobnie pomoże nam ją stamtąd wyciągnąć. Z jej braciszkiem jest wszystko w porządku a Grześkiem naprawdę nie możesz się przejmować. Miał czekać na twój rozkaz, a nie zaczynać wszystkiego sam...
- Spóźniałem się z wydaniem go.. - szepnąłem.
- No i co z tego? - spytał poirytowany Misiek - Wiedział co robi, ale poległ w słusznej wierze. Teraz musisz się otrząsnąć i wrócić do domu. Pomyślałeś chociaż przez chwilę o rodzicach? O swojej siostrze? O nas..? Hanka umiera z rozpaczy odkąd zginąłeś. Dziewczyny też. Wszyscy się o ciebie martwią, a ty..
- Masz to w dupie i uważasz że najlepszym sposobem na rozwiązanie problemów jest wóda - wtrącił Bronek patrząc gdzieś w bok.
- Macie racje - powiedziałem po dłuższej chwili - Zachowałem się jak idiota.
- Mało powiedziane - parsknął Misiek.
- Stary przepraszam - podszedłem do Kamila, który z początku wpatrywał się we mnie nieufnie, ale po chwili przybił mi sztamę na zgodę.
- Dobra, zbierajmy się stąd - rzuciłem w końcu i spakowałem szybko swoje rzeczy.
Gdy szliśmy ulicą wstąpił we mnie jakiś nowy optymizm. Iza żyła, a to było najważniejsze.
-  Co z Kubą w ogóle? Zajmuje się jej babcią? - wtrąciłem po paru minutach rozmów.
Kamil zacisnął usta i wbił wzrok w swoje buty.
- To właśnie kolejny problem - mruknął po dłuższej chwili - Kuba nie przyszedł dziś z nami - bo sam jest podłamany.
- To znaczy?
- Obwinia się, bo.. - Kamil przełknął ślinę - Bo wczoraj zabrali babcię Izy.
- Gdzie? - wykrztusiłem blednąc, choć dobrze znałem odpowiedź.
- Prawdopodobnie tam gdzie Izę - mruknął zrezygnowany - Do tego nowo powstałego piekła, które dopiero się rozkręca.
Do getta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz